piątek, 21 września 2012

Czarna, Matczyna fiolka.

Jak pachnie sława ?
Soczyście, kwiatowo, może i nawet ciut orientalnie .. Przynajmniej jak dla mnie.

Przy okazji jedna z pozycji na liście MUST HAVE, odznaczona pozytywnym krzyżykiem.

A recenzji perfum, które widzicie na dołączonych zdjęciach, pisać Wam nie będę.
Unosi mnie do góry, zachwyca i szokuje, wszystko co wypełznie z rąk Mother Monster (dla niewtajemniczonych LG).
Dlatego też czasem zachowuję się, gorzej niż rozkapryszony bachor...
Dostaję głupawki i palpitacji serca, której nie idzie szybko ogarnąć ani też okiełznać.
Zresztą dobrze mi z tym.
Każdemu chyba na widok czegoś, robi się słabo :P

Czarny flakon jest do kupienia tylko w perfumeriach Sephora.
W cenach :
                  30ml - 119 zł
                  50ml - 169 zł
                 100ml - 299 zł




Wyimaginowany stwór.

Małe, blado czerwone uparte stworzenie, z czarną ociekającą blaskiem czupryną.
I WIELKIM, szatańsko - okropnym uśmieszkiem, znajdującym się na Jego pyszczku...
Który jak na złość, bezustannie od kilku tygodni siedzi mi w głowie. I na zmianę ( dosłownie jak katarynka ), powtarza tego typu teksty jak
"kupuj", "zamawiaj", "zamawiaj'  i  "kupuj" ...

Czy można się Go przestraszyć ?
- No jasne, że nie.
Przedstawiam Wam tylko obraz tego, co przez ostatnie tygodnie bezustannie, koczuje w moim mózgu.
Koszmar każdego dusi - grosza i przede wszystkim mój, bo włos staje mi dęba za każdym razem jak słyszę słowo "kredyt", "uzależnienie" albo "nałóg". Co niestety może się ze sobą, bezproblemowo połączyć.

Jedynym lekarstwem jakie dla siebie przewiduję jest krzyżyk pod pachę i - Goodbye shoes !
Głodujesz, albo buty sprzedajesz na allegro ...

Na zakończenie.
Ofiarą narwanego stworzenia, nie stała się tym razem kolejna para butów, a urocza - spódniczka Luv Ya clothing.
Który jak widzicie ma charakterystyczny, oryginalny nadruk. Fantastyczny gładki materiał ...
I ostatnie, co najważniejsze dla mnie - przesyłka. A raczej jej szybkość.
Długo nie musiałam na nią czekać :)

Miniówka - Luv Ya clothing. 
Bluza - No name.
Dodatki - Glitter.
Szpilki - No name.


 
 












wtorek, 11 września 2012

Różowa sieczka w głowie.

Czasem warto posłuchać tej drugiej osoby.
Chodzi mi o tą najbliższą, a nie tej pierwszej lepszej, napotkanej na ulicy.
Do tego wypadało by zdjąć, choć na chwilę klapki z oczu.
I darować sobie zachowania pt. "Siedź cicho, JA zawsze mam rację. Siedź cicho, JA zawsze wiem lepiej".

Wybaczcie, używam skrótów myślowych...
Bo w/w tekst dotyczy bluzki która widnieje na zdjęciach i poniekąd sytuacji w której prywatnie, obecnie się znajduję.
Nieprzyjemnie ciężko... Nie zawsze wszytko wygląda tak, jak to sobie wyobrażam.

A wracając do bluzki. Tż`owi tym razem się udało, i wybrał coś co na początku w sklepie średnio mi pasowało.
Teraz jestem pewna, że z różową, słodziutką, potrójną czaszeczką, tak łatwo się nie rozstanę.

Reszta to już, wcześniej pokazywana spódniczka Stradivariusa, której jakoś nie mogę osierocić.
Dodatki z Glitter. Których co rusz przybywa :)
I lity. W Bóg wie której odsłonie ...

Namnożyło się ich teraz, jak jesienią grzybów po deszczu ...